Automatyczne kasy są miłe i uczciwe?
 Oceń wpis
   
Miały być też wygodniejsze i szybsze. Nic z tego. W rzeczywistości wygląda to tak...

... Pędząc z pełnym koszykiem w poszukiwaniu wolnej kasy można na swej drodze spotkać naganiaczkę, która uśmiechem i werbalnymi zachętami zaprasza do pustej kasy. Zbawienie? Nie, kasa, z której nikt dobrowolnie nie chce korzystać. Myślę - podejmę wyzwanie.
Do potężnej maszyny z mnóstwem przycisków, monitorów, naklejek i kontrolek podchodzę w towarzystwie kasjerki (tej z krwi i kości). To ona instruuje mnie, od czego zacząć. Kilka kliknięć i mogę zaczynać. Kasuję każdy z najwyżej piętnastu produktów, pamiętając, by odłożyć go do przygotowanej przez kasjerkę (tę nieautomatyczną) reklamówki. Niewykonanie tej prostej czynności powoduje bowiem zablokowanie kasy (o czym nie ma wokół żadnej automatycznej informacji - znów jest więc potrzebna interwencja pracownika). Posłusznie podążam za instrukcją czającej się za moim ramieniem kasjerki.

Skasowane, teraz tylko trzeba wybrać formę płatności. A to pech! wybrałam kartę płatniczą. Pani prawdziwa kasjerka lekko zirytowana mówi, że maszyna jest niedoskonała, bo płatności kartą jeszcze przyjmować nie potrafi. Kasjerka finalizuje więc moje zakupy w tradycyjny sposób. Zagaduję do zapracowanej pomimo wszechobecnej automatyzacji kasjerki, że pewnie płatność gotówką automat już opanował. Ha! Okazuje się, że niby tak, jednak potrzebna jest (znów!) kasjerka, która wytłumaczy klientowi, że niezbędne jest zachowanie kolejności w podawaniu banknotów i monet, tudzież - monet i banknotów. Niezastosowanie się do tej, ostatniej słownej instrukcji, mogłoby spowodować utratę wpłaconych pieniędzy. Ufff...Kupiłam, zapłaciłam, sama się obsłużyłam.

Pomysł doskonały doczekał się nieudolnej realizacji. Kasy - nie wiedzieć czemu - nazwane Miłymi miały zastąpić kasjerki o zmęczonych twarzach i brudnych paznokciach. Tymczasem automat potrzebuje co najmniej jednej osoby do jego obsługi. Zdarza się, że niezbędnych jest więcej osób - na przykład podczas wymiany kasetki z pieniędzmi, którą osoba upoważniona musi wynieść na zaplecze, wcześniej zgłaszając innej osobie potrzebę napełnienie kasetki, dodać na zapleczu potrzebne nominały, wrócić i uruchomić od nowa.

Automaty miały ukrócić kradzieże w supermarketach, tymczasem już na forach internetowych doświadczeni kasjerzy i złodzieje dzielą się metodami na oszukanie maszyny. Co prawda, sprawdza ona liczbę produktów przed kasowaniem i po, ale nie sprawdza, czy są to na pewno przedmioty identyfikowane za pomocą podanego kodu kreskowego. Nie podżegam do kasowego oszustwa, ale co to za problem przekleić naklejkę z kodem cytryny za 1 zł na ananasa wartego 9,99? Kasjerce liczba sztuk będzie się zgadzać i na koniec takich zakupów jeszcze nam podziękuje.

No i rzecz chyba najistotniejsza. Automaty miały ułatwić i przyspieszyć dokonywanie zakupów, tymczasem kasjerka (ta prawdziwa) dwoi się i troi, żeby klientów zachęcić do bliskiego kontaktu z jej automatyczną koleżanką z pracy. Ktoś idący za mną burknął, że nie po to do sklepu idzie, żeby samemu znaleźć na półce, zważyć, zapakować i jeszcze w kasie się obsłużyć. Inny ktoś nie ma zaufania do świecącej zielonymi diodami i gadającej maszyny. Tak długo, jak podejście do takich kas będzie dla klientów wyzwaniem, a automaty nie staną się intuicyjne w obsłudze, nie ma szans na kolejkę do kasy automatycznej. Jeśli w ogóle jest.
Komentarze (8)
Pierwszy na świecie striptiz dla wegetarian!
 Oceń wpis
   
Biznesmen ze stanu Oregon doszedł do wniosku, że mężczyznom, którzy nie mogą sobie pozwolić na mięso na talerzu, trzeba zaoferować jakąś rekompensatę (nie jem mięsa, nie śmierdzę whiskey i koniem, ale i tak jestem real man?). Jedząc wegetariański obiad, mogą teraz podziwiać kobiece wdzięki odziane - na przykład - tylko w liście cykorii.

Ten nocny klub tak promuje zdrowy styl życia, że jest też jedynym w Portland klubem wolnym od dymu papierosowego. Wiadomo, liście sałaty źle znosiłyby kłęby dymu. Tancerki obowiązuje zakaz noszenia skór naturalnych. Nie są jednak zmuszane do wegetarianizmu.

Klub założył niejaki Johnny Diablo (!), 44-letni biznesmen z 23-letnim stażem jako wegetarianin. Prowadził już zresztą bezmięsną knajpę w tym samym mieście - "Pirates Tavern", ale piraci okazali się mniej atrakcyjni od tancerek w kapuście. Tak powstała CASA DIABLO.

Jak mówi sam Diablo, restauracja stanowi realizację jego życiowej filozofii. W jego kuchni nie znajdzie się mięsa, jajek, ani nabiału. Co ciekawe, swojego klubu nie uznaje za typowy klub nocny, ani tym bardziej - dom publiczny. Podkreśla, występując w mediach, że tańczące między pierwszym i drugim daniem panie to zachęta do zmiany stylu życia na zdrowy, reklama "zielonej filozofii"...

Choć pomysł wydaje się innowacyjny, to jednak idea rozbierania w celu reklamowania zielonego stylu życia jest stara jak świat. Bo to dawno modelki z plakatów krzyczały, że wolą się rozebrać, niż nosić naturalne futra? Tyle, że tutaj zielona misja jest wyłącznie przykrywką misji prawdziwej.
Komentarze (2)
Konkurs na najgłupszy walentynkowy konkurs
 Oceń wpis
   
Już przed jego ogłoszeniem znany był zwycięzca! Panie i Panowie, hitem tegorocznego różowego święta jest konkurs w radiu w dobrym tonie.

Ta stacja w kolaboracji z centrum handlowym postanowiła zmierzyć zawartość miłości w miłościach swoich słuchaczy. Zasady są proste. Chcesz wygrać wycieczkę - przy okazji niejako testując intensywność uczuć swojego partnera? Wyślij ememesem zdjęcie swojej ukochanej/ukochanego. Jury oceni, ile miłości jest w każdym z nich.

Dość dodać, że zdjęcia osób, rzeczy, zwierząt i zjawisk publikowane są na stronie internetowej. To, czy dysponowanie czyimś wizerunkiem jest zgodne z prawem, pozostawiam ocenie specjalistów. Organizator oczywiście zabezpieczył się regulaminem, który całą odpowiedzialność za ewentualne roszczenia przenosi na nadsyłającego zdjęcie, ale co wtedy, jeśli zaślepiona miłością walentynka przejrzy na oczy i zechce zniknąć z tego rejestru?

Pomysłowość autorów konkursu to jedno (nie od dziś przecież wiadomo, że od seksu do telefonu komórkowego niedaleko). Zmotywowana bonami zakupowymi kreatywność uczestników konkursu - drugie. Ślą wszystko: zdjęcia dziewczyn, chłopaków, półnagich dziewczyn, dziewczyn w ciąży. Absolutnym hitem są psy, koty oraz dzieci. Są też: samolot, długopis, pościel i filiżanki.
Komentarze (1)
Beckham nago doskonale sprzedaje
 Oceń wpis
   
Najlepszy marketingowiec wśród piłkarzy i najpopularniejszy Englishman w Los Angeles okazał się również najlepszym sprzedawcą bielizny wśród modeli.

Prawie jak Dawid Jak podaje Daily Telegraph, po tygodniu od uruchomienia kampanii reklamowej, bielizna Emoprio Armaniego promowana na gigantycznych plakatach przez gigantycznego Davida Beckhama sprzedaje się jak świeże bułeczki.

Jej sprzedaż w drugim co do wielkości w Wielkiej Brytanii domu handlowym Selfridges wzrosła pod wpływem uroku posągowego Davida o 30%, natomiast sprzedaż w dziale męskiej bielizny w tym samym sklepie o 150%!

To dowodzi, że nie skończyło się jeszcze "pięć minut" piłkarza znanego głównie ze swej żony, a najskuteczniejszym narzędziem wspierającym sprzedaż jest polecenie kogoś bliskiego lub bliskiego... ideałowi. Za wymowne wypięcie się na plakacie piłkarz otrzymał gażę w wysokości 20 mln funtów!

Jeśli dodać do tego fakt, że wartość samego tylko brytyjskiego rynku męskiej bielizny szacuje się na 674 mln funtów, to zaczyna być jasne, dlaczego na potrzeby reklamy majtek rozebrano jedną z największych gwiazd sportu (czytaj: showbiznesu), a Mert Alas i Marcus Piggott (autorzy fotografii) napracowali się nad tym, żeby wydobyć z piłkarza ukryte piękno.

Armani jest liderem w sprzedaży bielizny na rynku włoskim, z impetem zdobywa rynek brytyjski, kampania ma też rozpowszechnić pączkującą sieć sprzedaży w USA. Łącznie ze sprzedaży tej części garderoby do kasy Armaniego w zeszłym roku wpadło 1,5 mld euro. W tym roku - za sprawą zdobycia serc (a właściwie innych części ciała) Amerykanów - wartość ta ma się podwoić.

Dobre prognozy potwierdza Dolce&Gabbana. Firma chwali się, że co roku sprzedaje średnio o 12 % więcej bielizny. Specjaliści od sprzedaży w Calvin Klein potwierdzają z kolei, że mężczyźni przestali w zakupach bielizny kierować się wyłącznie argumentem konieczności, a zaczynają zwracać uwagę na styl i swoich idoli.

P.S. Podobno modelu majtek, które reklamuje wypięty David nie można już nigdzie kupić, ale czy boom na drogą męską bieliznę z plakatu rodem utrzyma się dłużej?
Komentarze (0)
Zainwestuj w przyjaciółkę z Naszej Klasy
 Oceń wpis
   
300 złotych kosztuje "przyjaciel" globtroter - taki, którym warto się pochwalić. Najniższa cena za koleżankę to złotówka. Bw84 z Gdańska za 2 złote zaakceptuje zaproszenie do grona znajomych na Czyjejś Klasie. Oferty "znajomych na zlecenie" znalazły się dziś na internetowym Stadionie X-lecia. Aukcje są legalne i zgodne z regulaminem portalu.

Taki trend ma same plusy. Wszyscy, którzy dotąd spać nie mogli, bo nie dobili jeszcze do setki w rejestrze klasowych znajomych, mają wreszcie szansę pokazać, na co ich stać. Bardzo to optymistyczne, że znalazło się tak wiele osób, które mają dryg do robienia biznesu. Allegro i Nasza Klasa zyskały świetną reklamę.

Szkoda tylko, że Allegro koło nosa przeszła szansa na rekordową prowizję. Ok. 18 za zaprzyjaźnienie się z TomBe1 z Krakowa zainteresowani byli w stanie zapłacić 980 mln złotych! Sprzedający przytomnie jednak wykluczył ich z wyścigu po przyjaźń na czas określony (zależy od pakietu: vip czy standard?) i teraz oferty sięgają 4950 zł.

Zastanawia tylko jedno... dlaczego przyjaźń wystawia się na aukcji w kategorii Dziwactwa?
Komentarze (8)
Zgubiłeś rękawiczkę? Poszukaj w internecie
 Oceń wpis
   
Internet nie kończy się na Naszej Klasie. Są tam jeszcze takie zjawiska jak przeglądarka zgubionych rękawiczek One cold hand?

Teraz każdy, kto znajdzie rękawiczkę, pędzi do domu, pstryka jej fotkę i wysyła do administratorów serwisu z dokładnym opisem, gdzie i kiedy ją znaleziono. Co większy Narcyz podaje też i namiary na siebie (czytaj:bohatera).

Serwis założyła dwa miesiące temu absolwentka szkoły artystycznej pochodząca z Teksasu. Okiem artysty spojrzała na zimowy krajobraz i Onecoldhand.comdostrzegła w nim coś, czego inni nie widzieli: śnieg pojedynczych rękawiczek.

Inicjatywa piękna i pożyteczna (bo kto nie zgubił kiedykolwiek jednej rękawiczki?), ale i mocno ograniczona granicami administracyjnymi miasta. Tyle, co społeczność pojawiła się w sieci, a przy danych kontaktowych znalazła się krótka notka z prośbą o przysyłanie wyłącznie tych rękawiczek, które odnaleziono w Pittsburghu. W mieście ustawiono również sieć off-line'owych skrzynek, do których można je wrzucać. Jak dotąd udało się zwrócić właścicielom cztery rękawiczki. Co ciekawe, wśród zagubionych egzemplarzy jest 40 sztuk męskich rękawiczek i 78 damskich...

Chwilę potem powstał identyczny serwis w Denver i Nowym Jorku. Trwają prace nad uruchomieniem siostrzanych serwisów m.in. w Kanadzie i we Włoszech. Na kwiecień pomysłodawczyni projektu zamierza wydać książkę na ten temat i zaprezentować wystawę autorskich fotografii całej kolekcji.
Komentarze (2)
Najnowsze komentarze
2011-07-24 18:51
Stary Tłuk:
Automatyczne kasy są miłe i uczciwe?
Panie Olgierdzie, jak będzie Pan 45lat starszy to Pan zauważy, że też jest tłukiem w zakresie[...]
2009-10-13 20:00
srebrnooka:
Automatyczne kasy są miłe i uczciwe?
Rok minął a do mnie na wieś ciągle automaty nie doszły. Chyba pomysł nie wypalił
2008-03-05 13:17
:-|:
Automatyczne kasy są miłe i uczciwe?
Wow, kasa automatyczna, I drzwi się same na fotokomórkie otwierajo. Łooo, zachód, panie.[...]
O mnie
eleonore
Kategorie
biznes internet mixer
Archiwum
Rok 2008