2008-03-03 20:56
Miały być też wygodniejsze i szybsze. Nic z tego. W rzeczywistości wygląda to tak...
... Pędząc z pełnym koszykiem w poszukiwaniu wolnej kasy można na swej drodze spotkać naganiaczkę, która uśmiechem i werbalnymi zachętami zaprasza do pustej kasy. Zbawienie? Nie, kasa, z której nikt dobrowolnie nie chce korzystać. Myślę - podejmę wyzwanie.
Do potężnej maszyny z mnóstwem przycisków, monitorów, naklejek i kontrolek podchodzę w towarzystwie kasjerki (tej z krwi i kości). To ona instruuje mnie, od czego zacząć. Kilka kliknięć i mogę zaczynać. Kasuję każdy z najwyżej piętnastu produktów, pamiętając, by odłożyć go do przygotowanej przez kasjerkę (tę nieautomatyczną) reklamówki. Niewykonanie tej prostej czynności powoduje bowiem zablokowanie kasy (o czym nie ma wokół żadnej automatycznej informacji - znów jest więc potrzebna interwencja pracownika). Posłusznie podążam za instrukcją czającej się za moim ramieniem kasjerki.
Skasowane, teraz tylko trzeba wybrać formę płatności. A to pech! wybrałam kartę płatniczą. Pani prawdziwa kasjerka lekko zirytowana mówi, że maszyna jest niedoskonała, bo płatności kartą jeszcze przyjmować nie potrafi. Kasjerka finalizuje więc moje zakupy w tradycyjny sposób. Zagaduję do zapracowanej pomimo wszechobecnej automatyzacji kasjerki, że pewnie płatność gotówką automat już opanował. Ha! Okazuje się, że niby tak, jednak potrzebna jest (znów!) kasjerka, która wytłumaczy klientowi, że niezbędne jest zachowanie kolejności w podawaniu banknotów i monet, tudzież - monet i banknotów. Niezastosowanie się do tej, ostatniej słownej instrukcji, mogłoby spowodować utratę wpłaconych pieniędzy. Ufff...Kupiłam, zapłaciłam, sama się obsłużyłam.
Pomysł doskonały doczekał się nieudolnej realizacji. Kasy - nie wiedzieć czemu - nazwane Miłymi miały zastąpić kasjerki o zmęczonych twarzach i brudnych paznokciach. Tymczasem automat potrzebuje co najmniej jednej osoby do jego obsługi. Zdarza się, że niezbędnych jest więcej osób - na przykład podczas wymiany kasetki z pieniędzmi, którą osoba upoważniona musi wynieść na zaplecze, wcześniej zgłaszając innej osobie potrzebę napełnienie kasetki, dodać na zapleczu potrzebne nominały, wrócić i uruchomić od nowa.
Automaty miały ukrócić kradzieże w supermarketach, tymczasem już na forach internetowych doświadczeni kasjerzy i złodzieje dzielą się metodami na oszukanie maszyny. Co prawda, sprawdza ona liczbę produktów przed kasowaniem i po, ale nie sprawdza, czy są to na pewno przedmioty identyfikowane za pomocą podanego kodu kreskowego. Nie podżegam do kasowego oszustwa, ale co to za problem przekleić naklejkę z kodem cytryny za 1 zł na ananasa wartego 9,99? Kasjerce liczba sztuk będzie się zgadzać i na koniec takich zakupów jeszcze nam podziękuje.
No i rzecz chyba najistotniejsza. Automaty miały ułatwić i przyspieszyć dokonywanie zakupów, tymczasem kasjerka (ta prawdziwa) dwoi się i troi, żeby klientów zachęcić do bliskiego kontaktu z jej automatyczną koleżanką z pracy. Ktoś idący za mną burknął, że nie po to do sklepu idzie, żeby samemu znaleźć na półce, zważyć, zapakować i jeszcze w kasie się obsłużyć. Inny ktoś nie ma zaufania do świecącej zielonymi diodami i gadającej maszyny. Tak długo, jak podejście do takich kas będzie dla klientów wyzwaniem, a automaty nie staną się intuicyjne w obsłudze, nie ma szans na kolejkę do kasy automatycznej. Jeśli w ogóle jest.
... Pędząc z pełnym koszykiem w poszukiwaniu wolnej kasy można na swej drodze spotkać naganiaczkę, która uśmiechem i werbalnymi zachętami zaprasza do pustej kasy. Zbawienie? Nie, kasa, z której nikt dobrowolnie nie chce korzystać. Myślę - podejmę wyzwanie.
Do potężnej maszyny z mnóstwem przycisków, monitorów, naklejek i kontrolek podchodzę w towarzystwie kasjerki (tej z krwi i kości). To ona instruuje mnie, od czego zacząć. Kilka kliknięć i mogę zaczynać. Kasuję każdy z najwyżej piętnastu produktów, pamiętając, by odłożyć go do przygotowanej przez kasjerkę (tę nieautomatyczną) reklamówki. Niewykonanie tej prostej czynności powoduje bowiem zablokowanie kasy (o czym nie ma wokół żadnej automatycznej informacji - znów jest więc potrzebna interwencja pracownika). Posłusznie podążam za instrukcją czającej się za moim ramieniem kasjerki.
Skasowane, teraz tylko trzeba wybrać formę płatności. A to pech! wybrałam kartę płatniczą. Pani prawdziwa kasjerka lekko zirytowana mówi, że maszyna jest niedoskonała, bo płatności kartą jeszcze przyjmować nie potrafi. Kasjerka finalizuje więc moje zakupy w tradycyjny sposób. Zagaduję do zapracowanej pomimo wszechobecnej automatyzacji kasjerki, że pewnie płatność gotówką automat już opanował. Ha! Okazuje się, że niby tak, jednak potrzebna jest (znów!) kasjerka, która wytłumaczy klientowi, że niezbędne jest zachowanie kolejności w podawaniu banknotów i monet, tudzież - monet i banknotów. Niezastosowanie się do tej, ostatniej słownej instrukcji, mogłoby spowodować utratę wpłaconych pieniędzy. Ufff...Kupiłam, zapłaciłam, sama się obsłużyłam.
Pomysł doskonały doczekał się nieudolnej realizacji. Kasy - nie wiedzieć czemu - nazwane Miłymi miały zastąpić kasjerki o zmęczonych twarzach i brudnych paznokciach. Tymczasem automat potrzebuje co najmniej jednej osoby do jego obsługi. Zdarza się, że niezbędnych jest więcej osób - na przykład podczas wymiany kasetki z pieniędzmi, którą osoba upoważniona musi wynieść na zaplecze, wcześniej zgłaszając innej osobie potrzebę napełnienie kasetki, dodać na zapleczu potrzebne nominały, wrócić i uruchomić od nowa.
Automaty miały ukrócić kradzieże w supermarketach, tymczasem już na forach internetowych doświadczeni kasjerzy i złodzieje dzielą się metodami na oszukanie maszyny. Co prawda, sprawdza ona liczbę produktów przed kasowaniem i po, ale nie sprawdza, czy są to na pewno przedmioty identyfikowane za pomocą podanego kodu kreskowego. Nie podżegam do kasowego oszustwa, ale co to za problem przekleić naklejkę z kodem cytryny za 1 zł na ananasa wartego 9,99? Kasjerce liczba sztuk będzie się zgadzać i na koniec takich zakupów jeszcze nam podziękuje.
No i rzecz chyba najistotniejsza. Automaty miały ułatwić i przyspieszyć dokonywanie zakupów, tymczasem kasjerka (ta prawdziwa) dwoi się i troi, żeby klientów zachęcić do bliskiego kontaktu z jej automatyczną koleżanką z pracy. Ktoś idący za mną burknął, że nie po to do sklepu idzie, żeby samemu znaleźć na półce, zważyć, zapakować i jeszcze w kasie się obsłużyć. Inny ktoś nie ma zaufania do świecącej zielonymi diodami i gadającej maszyny. Tak długo, jak podejście do takich kas będzie dla klientów wyzwaniem, a automaty nie staną się intuicyjne w obsłudze, nie ma szans na kolejkę do kasy automatycznej. Jeśli w ogóle jest.
Komentarze (8)
Kategoria
biznes



Jak podaje Daily Telegraph, po tygodniu od uruchomienia kampanii reklamowej, bielizna Emoprio Armaniego promowana na gigantycznych plakatach przez gigantycznego Davida Beckhama sprzedaje się jak świeże bułeczki.
dostrzegła w nim coś, czego inni nie widzieli: śnieg pojedynczych rękawiczek.